Polska zima – Tatry w śniegu i minus milion stopni

Jak pojechać do Narni w Polsce, przetrwać mrozy zamarzające wodę w butelkach i co to jest przekurnwica?

 Tatry w zimie

 *(Więcej szczegółów dotyczących tekstu, wyjaśnienia i praktyczne porady na samym dole)

Tatry

Tatry darzę głęboką miłością od dziecka, a jak trochę podrosłam to zaczęłam je uwielbiać jeszcze bardziej zimą. Jest biało, pięknie, spokojnie i cicho.

Tym razem byliśmy w Polsce tylko na 10 dni, grafik napięty, ale kombinowałam na wszystkie strony, żeby między jednym spotkaniem ze znajomymi a drugim ciastem u cioci wcisnąć jeszcze wyjazd w góry. Był to także pierwszy raz Alexa w naszym pięknym kraju, więc chciałam mu pokazać co mamy najlepsze – góry, skrzypiący pod stopami śnieg, grzany miód i oscypki – co więcej do szczęścia potrzeba?

 Tatra mountains snow

To gdzie by tu spać?

Grzejąc się nad koreańską herbatą Wooricha, specjalnie fermentowaną i prażoną na małych patelniach (warto spróbować, serio) w Czajowni na krakowskim Kazimierzu, zdecydowaliśmy że jedziemy. Kończymy herbatę i łapiemy busa.

Tylko co ze spaniem? Miejsc w Zakopanym jest sporo, niestety ceny nie zawsze są sprzyjające. Było już dość późno, a ja obdzwoniłam znane mi miejsca – wszystko zajęte. To co teraz? Na szczęście uratowała nas wiadomość od Adama: „Łukasz, nas wspólny znajomy z dawnych autostopowych lat, pracuje w hostelu w Zakopanym!”

Parę minut, wszystko ugadane, widzimy się na dworcu i śpimy w hostelu Basecamp!

zakopane

Winter forest

Basecamp pod Tatrami

Na Mt. Everest Tatr (czyli Gubałówkę) nie planowaliśmy wchodzić (wjeżdżać?), ale nie przeszkodziło nam to w spaniu w Basecampie – się gra się ma.

Zakopiański Basecamp to położony niedaleko od wejścia do Doliny Strążyskiej drewniany góralski budynek mieszczący 5 różniej wielkości pokojów. Nam dostał się duży dwuosobowy na dolnym piętrze z ogromnym balkonem i widokiem na Giewont. Jak to się mówi – mądry ma zawsze szczęście, prawda? 😉

Łukasz zaoferowal nam bardzo dobre ceny za nocleg (na stronie już od 31,60 zł), i jeszcze lepsze towarzystwo. Miejsce z klimatem, mini kuchnią i dwoma łazienkami, świetne na bazę wypadową z Zakopanego, polecam!

Przyjechaliśmy późnym wieczorem, -25stopniowy mróz ozdabiał szyby, a my usiedliśmy z Łukaszem w ciepłym pokoju przy butelce śliwkowej Soplicy, ustalając plany na wyjście w góry następnego dnia. Ah tak, życie jest dobre.

Zakopane view night

Gdzie iść w wielkich mrozach? 

Temperatury były niskie, wciąż w granicach -17, zagrożenie lawinowe dopiero co spadło z 3 na 2 (czyli z „nawet nie myśl o wychodzeniu gdziekolwiek wyżej bez mnóstwa doświadczenia i tony odpowiedniego sprzętu” do „uważaj co robisz, ale może będzie ok”). Nie mieliśmy ze sobą raków ani czekana (jedna walizka na dwójkę i trzeba było szkockie specjały przywieźć), a Alex nigdy nie był w wysokich górach w zimie (najwyższy szczyt Szkocji ma 1345 m, czyli ponad 1300 m mniej niż najwyższy szczyt Tatr – zrozumcie).  Zdecydowaliśmy się wiec na spacer do Murowańca, a potem ewentualnie Kasprowy w zależności od warunków i pogody.

Droga była jak w bajce. Szliśmy przez ośnieżony, pusty las , gdzie nie słychać było nawet szelestu, tylko śnieg skrzypiący pod naszymi butami, a wszystko śpiące pod zimową pierzyną.

Tatra mountains view

Wybraliśmy niebieski szlak przez Boczań, w razie problemów z lawinami, więc za niedługo naszym oczom ukazał się widok na dolinę Jaworzynki i miasto schowanie pod warstwa chmur.

Moim ulubionym miejscem przy podejściu na Halę Gąsienicową jest  moment, gdy wchodzi się na wyrównanie terenu zaraz za Przełęczą między Kopami i zza horyzontu wyłania się potężny łańcuch Tatr Wysokich. Tym razem początkowo szczyty były w chmurach, ale już przy dojściu do schroniska widoczność się poprawiła i halę oblało słońce oświetlając góry w tle.

Tatra mountains pass

Hala Gasienicowa

Murowaniec mountains hut

Czarny Staw Gąsienicowy

Jak to na góry przystało, w schronisku zjedliśmy zupkę z torebki i kanapki z pasztetem (w górach chleb z pasztetem i konserwą to konieczność). Można oczywiście zamówić coś w schronisku, ale przygotujcie się na dokładne opróżnienie kieszeni (nie powstrzymało nas to jednak od wypicia grzanego piwa podczas drogi powrotnej, jak się bawić to się bawić)

Czasu na dojście na Kasprowy i zejście w świetle dziennym ubywało z każdą minutą, szczyt był w chmurach, a informacje uzyskane od pary wędrowców właśnie schodzącej z góry wyraźnie wskazywały na to, że bez raków to my może lepiej się tam nie wybierajmy.

Tatra mountains

Zrezygnowaliśmy więc bez zbytniego bólu (widoki z Kasprowego są piękne, ale pamiętam jedno zimowe zejście po lodzie i ruchomym śniegu, którego nie chciałabym powtarzać bez żadnego sprzętu) i poszliśmy w stronę Czarnego Stawu pooglądać zamarznięte jezioro i wznoszące się nad nim szczyty.

way to the Black Lake

Tatra mountains

Pięknie, prawda?

Zakopane

Wróciliśmy do miasta zaraz przed zachodem słońca. Milion stopni na minusie dało się nam już we znaki, aż woda zamarzła nam w butelkach, więc szukaliśmy czegoś na szybkie rozgrzanie.

Najlepszym lekarstwem jest oczywiście grzany pitny miód (lub wino, ale miodu w Szkocji nie ma, więc trzeba korzystać póki można). Rozweseleni po tym pysznym trunku, zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na obiad.

hot mead

Zakopanego zbyt dobrze nie znam – dopiero przy ostatnim wypadzie pierwszy raz dotarłam na Krupówki, mimo, ze w Tatrach byłam niezliczoną ilość razy. Na Gubałówce też mnie jeszcze nie widzieli. Ale po co zostawać w mieście skoro można być w górach?

Wracając do Krupówek –  ceny w tej najpopularniejszej części Zakopanego niskie nie są, ale nasze żołądki domagały się ciepłego posiłku w trybie natychmiastowym, a mróz się nasilał, więc weszliśmy do pierwszej lepszej góralskiej knajpy po drodze.

Okazało się, ze dobrze trafiliśmy.

Golonka, śpiewy i przekurnwica – gdzie zjeść w Zakopanym?

W środku był duży kominek z wesoło tańczącymi płomieniami, drewniany wystrój, góralskie akcenty i lokalna muzyka na żywo. Usiedliśmy przy ogniu, zamówiliśmy piwo i jako tradycyjne góralskie danie – golonkę w piwie z pieczonymi ziemniaczkami.  Znów muszę się przyznać – nigdy golonki nie jadłam (spało się w schroniskach to i się jadło pasztety ;)), i nie spodziewałam się, że będzie AŻ TAK dobra. Byłam bardzo głodna, ale dałam radę zjeść tylko pół, resztę biorąc na wynos, bo była też ogromna. Porcja 30 zł. Polecam knajpę „Stodoła” (nie, nie płacą mi za reklamę, chociaż mogliby czasem jakąś golonkę podesłać ;)).

Po dołączeniu do nas Łukasza i jego znajomych przenieśliśmy się w inne miejsce, gdzie uraczono nas „przekurnwicą” – bimbrem o mocy trzech spirytusów. Głowa to mnie jeszcze dwa dni później bolała. Nie wiem czy polecam.

bimber

Narnia w Polsce czyli Dolina Strążyska i wodospad zatrzymany w czasie

Kolejnego dnia mieliśmy parę godzin przed odjazdem, wybraliśmy się więc na kolejny krótki spacer.

Dolina Strążyska wiedzie aż do polany, z której rozciąga się piękny widok na Giewont, a kilka kroków dalej huczy spływając ze skał wodospad Siklawica. To znaczy huczy w lecie, bo teraz to go trochę zmroziło.

Alex stwierdził, że widoki są jak z Narni, i faktycznie znowu czuliśmy się jak w bajce. Czapy śniegu otulające skały, drzewa uginające się pod zimnym ciężarem, gałązki wyglądające jak pękate beczułki z białym puchem dookoła.

winter

Narnia

Giewont

Siklawica frozen waterfall

Halo? Halo!

Po drodze ukazało się nam jeszcze jedno ciekawe zjawisko – halo, czyli tęcza dookoła słońca. Halo powstaje, gdy cząstki światła załamują się w mini kryształkach lodu zawieszonych w chmurach. Nigdy nie udało mi się czegoś takiego zobaczyć, więc było to bardzo interesujące doświadczenie.

Halo

Pięknie było, pięknie. I to wszystko prawie na naszą wyłączność – dlatego uwielbiam Tatry zimą. Są majestatyczne, przepiękne, że aż zapiera dech w piersiach, odrobinę niebezpieczne, wymagają wysiłku i przygotowania, i przede wszystkim są puste, albo przynajmniej nie tak zatłoczone jak w lecie. A tłumy w górach to ostatnie na co mam ochotę.

Jedźcie więc (z tego) wszyscy i podziwiajcie, byleby bezpiecznie!

Praktyczne porady:

  1. Jeśli nie macie doświadczenia w zimowym chodzeniu po górach z odpowiednim sprzętem, lepiej nie wybierajcie się na trasy z jakimkolwiek zagrożeniem lawinowym, ani miejscach z głębokim śniegiem lub oblodzeniami.
  2. Pamiętajcie, że pogoda w górach jest zmienna i słoneczny dzień w mgnieniu oka może się zmienić w śnieżycę, a świeży, niezwiązany śnieg może zwiększać stopień zagrożenia lawinowego, lub utrudniać odnalezienie drogi.
  3. W zimie dzień jest krótszy, a w lesie ciemno robi się jeszcze szybciej – pamiętajcie o tym przy planowaniu wycieczek i zawsze zabierajcie ze sobą czołówkę.
  4. Czas przejścia szlakami w zimie zazwyczaj się wydłuża w stosunku do czasów letnich – ze względu na śnieg i lód.
  5. Zawsze bierzcie ze sobą odpowiednią ilość wody i prowiant, a także odpowiednie ubranie. Górskie buty z dobrymi podeszwami to konieczność, oddychająca termiczna bielizna, wiatro i wodoodporna kurtka, czapka, szalik i rękawiczki. Nie zapominajcie także o okularach przeciwsłonecznych lub goglach – słońce odbite od śniegu może zaowocować tzw. „ślepotą śnieżną”, a zapewniam, że nie chcecie tego doświadczyć. Wiatr i mróz szybko wyziębiają organizm, dlatego dobrą opcją jest też zabranie ze sobą gorącej herbaty.
  6. Zawsze miej pełną baterię w telefonie i numery kontaktowe do TOPRu: 600-100-300 985 lub 985.
  7. Szlaki, którymi szliśmy:
  • Droga do Murowańca prowadzi z Kuźnic – szlak niebieski wiedzie przez Boczań, jest jeszcze szlak żółty przez dolinę Jaworzynki. Obydwie drogi zajmują ok. 1,5-2 godziny. Są to drogi stosunkowo łatwe, jednak są na nich pewne podejścia – zawsze sprawdzajcie warunki przed wyruszeniem. Do Kuźnic można dojechać busem odjeżdżającym z na przeciwko dworca autobusowego w Zakopanym. Koszt 3 złote.
  • Droga na Czarny Staw Gąsienicowy z Hali Gąsienicowej zajmuje ok. 30minut niebieskim szlakiem w jedną stronę. W głębokim śniegu i nieprzetartej drodze podejścia w niektórych miejscach mogą być dość śliskie i strome, dlatego należy uważać.
  • Nocleg w Murowańcu zazwyczaj trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, jeśli się chce być pewnym miejsca. Pamiętajcie, że to schronisko nie uznaje tzw. noclegów na glebie (na podłodze).
  • Szlak w Dolinie Strążyskiej prowadzi po płaskim terenie, jest więc dostępny dla większości turystów o różnym stopniu zaawansowania w górach. Od wejścia do Parku Narodowego do Polany Strążyskiej jest ok.30-40min, a stamtąd jeszcze kilka minut do wodospadu Siklawica. Warto pamiętać, że przy wejściu do doliny jest budka, w której należy zapłacić za wstęp do Parku Narodowego (5 zł za osobę normalny).Strazyska valley
Wybralibyście się w Tatry zimą? Byliście kiedyś o tej porze w górach? Jakie macie wrażenia? Podzielcie się w kometarzach.
Podobało się? Podaj dalej!

Liked it? Share it!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *